Nowe leki będą droższe i wchodzić do Polski z opóźnieniem? Gen. Gielerak o tym, jak reagować
Polityka Most Favored Nation (MFN), czyli „najbardziej uprzywilejowanego narodu”, jest jednym z elementów działań administracji prezydenta Donalda Trumpa zmierzających do obniżenia cen innowacyjnych leków w Stanach Zjednoczonych i zbliżenia ich do poziomu cen obowiązujących w innych krajach rozwiniętych, w tym w Europie. Amerykanie oczekują jednocześnie, że państwa europejskie będą zwiększać wydatki na innowacyjne terapie i w większym stopniu uwzględniać ich pełną wartość – nie tylko zdrowotną, lecz także społeczną i gospodarczą.
Dla Polski, gdzie ceny innowacyjnych leków należą do relatywnie niskich na tle światowym, zmiany te mogą oznaczać poważne wyzwanie. Czy nowe terapie będą droższe, a pacjenci będą musieli dłużej czekać na dostęp do nich? I jaką strategię powinien przyjąć polski rząd?
– Nowe regulacje amerykańskie niosą dla każdego regionu świata potencjalne ryzyko wzrostu kosztów farmakoterapii, a co się z tym wiąże – również wydłużenia czasu wprowadzania nowych technologii medycznych – ocenia gen. prof. Grzegorz Gielerak. Jak podkreśla, Europa jest pod tym względem szczególnym rynkiem, ponieważ ceny leków, zwłaszcza w Polsce, utrzymywały się na relatywnie niskim poziomie.
– Koncerny farmaceutyczne będą szukały sposobów na ograniczenie strat przychodów, między innymi poprzez podnoszenie cen sprzedaży leków – przewiduje gen. prof. Grzegorz Gielerak.
Polska powinna negocjować z USA samodzielnie
Zdaniem gen. prof. Grzegorza Gieleraka kluczowe znaczenie będzie miało to, w jaki sposób Europa odpowie na amerykańską politykę. Unia Europejska funkcjonuje jako wspólny rynek, ale w obszarze farmaceutycznym poszczególne państwa prowadzą własną politykę, samodzielnie podejmując decyzje dotyczące między innymi finansowania leków.
– Dziś stajemy przed pytaniem, na które na razie nikt nie potrafi odpowiedzieć: czy będziemy prowadzić negocjacje ze stroną amerykańską jako jednolity rynek europejski, czy też będą to rozmowy bilateralne, tak jak w przypadku Wielkiej Brytanii – mówi.
W jego ocenie przyjęcie wspólnego europejskiego podejścia do cen leków może nie być dla Polski najkorzystniejszym rozwiązaniem.
– Z perspektywy Polski przyjęcie wspólnej ceny europejskiej niesie ryzyko, że przed nami ustawią się państwa dysponujące większymi możliwościami i zasobami. To może postawić nas w pozycji bardziej petenta niż partnera – argumentuje gen. prof. Gielerak.
Dlatego opowiada się za bezpośrednimi rozmowami Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Jego zdaniem nasz kraj powinien wykorzystać wszystkie dostępne atuty związane z polityką lekową, bezpieczeństwem lekowym oraz innymi obszarami współpracy z USA.
– Biorąc pod uwagę zasoby, jakimi dysponujemy w zakresie szeroko rozumianej polityki lekowej i bezpieczeństwa lekowego, powinniśmy zebrać wszystkie nasze atuty i usiąść do stołu ze stroną amerykańską. Chodzi o to, by kwestie polityki lekowej stały się elementem pakietu umów, które ostatecznie podpiszą obie strony – przekonuje ekspert.
W negocjacje powinno zaangażować się całe państwo
Gen. prof. Gielerak podkreśla, że rozmowy o cenach i dostępności leków nie powinny być prowadzone wyłącznie przez Ministerstwo Zdrowia. Jego zdaniem Polska powinna potraktować je jako część szerszej strategii relacji ze Stanami Zjednoczonymi.
– Zdecydowanie optuję w przypadku Polski za rozmowami bilateralnymi, biorąc pod uwagę to, jak dobrze mamy dziś prowadzoną politykę lekową, ale także inne ze Stanami Zjednoczonymi, a także siłę koncernów farmaceutycznych i to, w jaki sposób potrafią dbać o swoje interesy – mówi.
– Uważam, że w takie rozmowy powinno zaangażować się całe państwo, z uwzględnieniem wszystkich naszych atutów. To nie jest wyłącznie kwestia Ministerstwa Zdrowia. Powinniśmy połączyć nasze ustalenia ze Stanami Zjednoczonymi dotyczące szeroko rozumianego bezpieczeństwa, ale także innych obszarów rynku, w których prowadzimy wymianę handlową z USA – podsumowuje gen. prof. Gielerak.